Jak szybko zostać dobrym blogerem?
Czy jest istnieje przepis idealny by zostać blogerem
idealnym? Oczywiście. Jest kilka opcji. Pierwsza, najbardziej właściwa i jedyna
niewymagająca nakładów finansowych równych wartości średniej wielkości
mieszkania położonego w centrum posz dzielnicy księstwa Monako. Zresztą tam
chyba są same posz dzielnice. Nie wiem, nie byłem i nie mam zamiaru jechać. Sposobem
tym jest...
Kopiowanie tekstów innych blogerów
Po prostu kopiowanie moich tekstów i zamieszczanie ich u siebie, zmieniając jedynie szyk zdania. Jak na maturze normalnie. Każdy sraczki dostaje z tą maturą, bo jak ja ją zdam.. Normalnie. Bierzesz wiersz, zamieniasz go na prozę i zdane! Proste jak dwunastometrowy drut żebrowany, który to właśnie przyjechał na budowę, a przeznaczeniem jego jest leżenie spokojnie na stropie, albo na złomie, jak ktoś kombinować umie. Śmiało kopiujcie. Każdy i tak wie, że takiego wykolejeńca jak ja, to drugiego nie ma. Ale co ja tam wiem, w nogach śpię. Jak Tadzik. Tadzik to mój kot. A raczej kocica. Tylko mówimy do niej Tadzik, mimo, że wabi się inaczej. Frotka się wabi. Jak taka do włosów, tyle że ona nie jest do włosów, ani nawet włosów nie ma. Sierść ma. Jak ona ma, to i w całej chałupie też jest, bo gubi. Ten kot jest jakiś dziki, a niby domowy. Zamiast miauczeć, to muczy jak krowa. Jakby jeszcze mleko dawała, to spoko, a ona mleka to nawet pić nie chce. W sumie nawet nie dajemy, bo sraczki dostaje i weź później kuwete posprzątaj. Przynajmniej jeszcze wie, gdzie powinna odbywać się defekacja. Nie to co mój kocur, którego miałem jak byłem dzieckiem. Srał w buty nawet. Wtedy nie było sterylizacji i pełnojajeczny kocur się stawiał. Zniknął bez wieści. Przypadek? Nie sądzę. No i mój Tadzik. Jako, że jest dziki, to mówiliśmy na niego(nią) dzik. Z czasem nazwa ewoluowała podobnie jak charmander w charmeliona. Kto oglądał to wie. Wobec tego dodaliśmy przedrostek „ta”, bo to przecież samica. Wyszła nam wdzięczna nazwa ta-dzik. Niczym chińskie imię książęce. Chyba, że to znaczy np.”psinina w sosie jabłczanym” ale nie wiem, bo chińskiego nie znam. Bo i po co? O czym ja mam z nimi rozmawiać? O ryżu?Inwestowanie pieniędzy w bloga
Kolejną opcją jest posiadanie prywatnych kontenerów z
pieniędzmi i inwestowanie w rozwój bloga. Każdy post sponsorowany przez
miesiąc. Lajki lecą, udostępnienia lecą. Ludzie przychodzą, czytają, a nawet co
któryś zostanie. Można zapłacić specjalistom, za robienie grafik,
pozycjonowanie w sieci, czy nawet pisanie za nas tekstów. Nie wiecie o czym
pisać? 5 zeta i sypnę Wam teksta. Jeżeli nie chcecie zostać spaleni na stosie
przez Wasze społeczności lokalne, to zapraszam. Mało tego. Można sobie kupić
lajki na fejsa! Nie wiedzieliście? Ta na pewno. Ruskie też w 39 nie
wiedziały, że nas Niemcy leją i dopiero 19 września przyszły z pomocą.. Ile
chcecie? 100? 200? 1000? 10000? Nie ma problemu. Płacisz i masz widownię niczym
w familiadzie. Tylko ciągnięcia rzepki nie ma. I tego pierdzenia bizona, gdy
ktoś źle odpowie, to w sumie też nie ma. Nawet sucharów nie ma – nie to co u
mnie. Powiem Wam jednego. Ulubionego mojej żony. Łapcie! „żarcik kosmonaucik”
haha dobre nie? Można zapłacić także top blogerom, czy stronom, za pomoc w
linkowaniu czy czymś. Pięknie! Płać, płać i wygrywaj publikę.
Bloger - hipokryta
Jeszcze jedną ciekawą opcją jest zostanie hipokrytą. Mój
ulubiony gatunek blogerów. I nie tylko parentingowych, ale każdych. Pięknie mi
się japa cieszy, jak widzę gorzkie żale matek, które na nic nie mają czasu.
Włażę do takiej, czy to z ciekawości, czy z przymusu wykonując swój obowiązek
korzystania z grup wsparcia dla blogerów. Polega to na tym, że wrzucasz tam
swój wpis i masz skomentować kilka innych, a w zamian ktoś przychodzi do
Ciebie. Pięknie brzmi, jednak większość osób ma w poważaniu co jest napisane.
Zostawi komentarz taki jak poprzednik i pójdzie dalej po 10 sekundach rujnując
moje statystyki Google. Odkąd jestem w takich grupach to stosunek odrzuceń
wzrósł mi z 21% do 39% nieźle. Nie wierzycie? Zobaczycie komentarze pod tym postem. Jeszcze pogrubię
ten fragment:) beka jak po gazie musztardowym Saddama. Można się produkować.
Można pisać Epopeję na miarę Latarnika czy Kajko i Kokosza a i tak zdecydowana
większość blogerów tego nie doceni, a to głównie Oni komentują. Zauważcie jedną
rzecz. Wystarczy lekko pokombinować z tytułem i już mamy wykładnik do tego, by
robić screeny i wrzucać na Mistrzowie.org Przykład? Dajmy tytuł np. „jestem
gejem”, a tekst będzie opisywał jakąś fikcyjną historię homoseksualnego gościa.
Co będzie pod tekstem w komentarzach? „brawo! Nie boisz się przyznać”, albo „A
jak zareagowali Twoi rodzice?”, mogą też polecieć hejty w stylu „spadam stąd!
Nie chce mieć nic wspólnego z takimi jak Ty” A Ci co przeczytają oczywiście
napiszą jak zwykle – „uśmiałam się” i do tego właśnie dążę.
No ale wracamy do hipokryzji i gorzkich żali. Nie mam czasu
dla siebie, nie pamiętam jak smakuje ciepła kawa, czy gorąca kąpiel, siedzę
cały dzień w piżamie, bo nawet nie mam czasu się ubrać. Sory mamuśki. Wiem co
to Instagram. Dlaczego na żadnym zdjęciu nie jesteście w piżamach, tylko
wypudrowane i odpicowane jak na święto dyszla? Nie pamiętasz jak smakuje ciepła
kawa? Jakbyś nie traciła 20 minut na zrobienie jej zdjęcia po zaparzeniu, to była
by ciepła. Nie masz czasu na wyjście? A te zdjęcia z restauracji, czy innych
miejsc wśród znajomych? Wiem co to znaczy rodzicielstwo i brak czasu. Mam żonę,
która podobnie jak Wy jest matką. Wiem też, że nie wyjdzie nawet do sklepu, gdy
nie jest chociaż trochę umalowana, mimo że nie musi tego robić, bo taką laskę
mam w domu: ) gorąca kąpiel? Nie ma problemu. Dziecko idzie spać, to wtedy się
kąpiemy i my. No chyba, że ktoś koniecznie musi się wykąpać w porze obiadowej.
Rozumiem wszystko. Pewnie pracujecie jako górnik i praca tego wymaga. Spoko.
Takie rzeczy wypisują matki, które mają 1 – słownie jedno dziecko. Kurwa! Co ma
powiedzieć osoba, która ma ich trójkę lub więcej? Co ma powiedzieć matka
wychowująca niepełnosprawne dziecko, które wymaga stałej opieki? Co mają
powiedzieć samotne matki! I to nie takie, które mają pomoc ze strony dziadków
czy rodzeństwa, tylko takie samotne, że samotne! Co najlepsze, robiąc z siebie
w taki sposób ofiarę, nakręca się inne matki, które również nie mają na nic
czasu, ale jednak przeglądają blogi. Co innego by było napisać, że mam dziecko
i mam czas na wszystko. Przedstawić swój plan na dzień. Jak sobie radzimy, jak
rozdzielamy obowiązki między małżonków czy partnerów, jak to robimy, że mimo
siedzenia z dziećmi mamy czas na wyjście i jak to przeżywa dziecko. Jak to
zrobić, że karmi się piersią, a dziecko jest w żłobku. Tu jest pole do popisu,
a nie smutne użalanie się nad swoją niedolą.
Kwestia hipokryzji widoczna jest nie tylko w braku czasu. Weźmy
przykład wpisów eksperckich. Matka, zaznaczam top blogerka pisze o
poszczególnych etapach rozwoju dziecka. Od początku, jak karmić, jak nie
wspomagać rozwoju, jak wspomagać rozwój, jak rozszerzać dietę, jak spawać tory,
czy jak złożyć silnik malucha mając do dyspozycji młotek i paczkę zapałek.
Wiedza o wszystkim. Jednak wykształcenie tej kobiety zupełnie nie jest związane
z ortopedią, rehabilitacją, fizjoterapią, logopedią, pediatrią, czy inną
dziedziną medycyny. Jednak pisze i jest pewna, że ona jest naj i wie wszystko,
po czym, taki Andrzej wchodzi na jej Instagram i na pierwsze co się rzuca w
oczy, to jak tarmosi noworodka pod pachę i napierdala zdjęcia w lustrze.
Masakra!! To jednak nic. Ona jest przecież top i jej można. Dodatkowo zerknąłem
na komentarze i wszystkie pochlebne. Jakie to nie piękne zdjęcie, jak to
dziecko szybko rośnie, jak matka pięknie wygląda. Nikt nie zwrócił uwagi na
fakt, że trzymając dziecko w ten sposób, może wyrządzić mu krzywdę.
Hipokryzja w necie to zjawisko powszechne i nie warto z tym
walczyć. Po co? Każdy przejawia takie zapędy. Każdy! I nawet mi to nie wciskać
bajery! Ja również! Ja! Ja sam! Jakiś czas temu napisałem o czymś, co od
niedawna się zmieniło, jednak o tym napiszę kiedy indziej. Jak będzie się już
czym chwalić:). Ile to potrwa? To zależy. Ode mnie, od czasu, od żony, od
dziecka..
No dobra żartowałem. Nie kopiujcie moich tekstów. Bo we
dupkę kopnę. Możecie udostępniać jak chcecie, i jeżeli sumienie Wam na to pozwala,
ale płacić za to nie będę! Nie będę płacił za puszczanie tych mądrości w świat.
Raz to zrobiłem na próbę i z tym koniec. Widzę, że przychodzą do mnie zajebiste
osoby, które to czytają i dzięki wielkie Wam za to! To mi wystarczy.
Pozdrawiam Was serdecznie!