Co robić, gdy nieznajomy zaczepia nasze dzieci?

Zwlekam się z łóżka i pierwsze co mi się w oczy rzuca, to szafa, która stoi obok. Pojemna niczym Daewoo Matiz po lifcie. Podzielona jest po równo na mnie i żonę. Żona ma 90% a ja drugą połowę. Dajemy rade, jak to mawia nasza Pani premier. Podnoszę się i podciągam rolety, które to na noc zawsze ustawiam na tryb „noc” ot taki bajer mamy. Wyglądam przez okno i słyszę:

-to dobry dzień by umrzeć..
No nie! Kurwa koty znowu telewizor włączyły, który o dziwo mam. Nawet nieźle działa, jak na stuningowanego Neptuna. Za oknem piękne widoki. Pies sąsiada właśnie załatwia się na trawnik, ludzie kolejno odjeżdżają z parkingu, czyniąc go praktycznie pustym.

-gdzie oni do jasnej ciasnej własnej jadą? Niedziela jest. Rano na dodatek. Do kościoła? Niieee.. do tesco? O 7 rano? Nie.. a zresztą. Co mnie to obchodzi.


Dzień zapowiada się pięknie. Marek Horczyczak mówił, że padać nie powinno, więc przyjęliśmy jego słowa jak wyrocznię. Może by tak zatem ruszyć dupsko i pojechać gdzieś nad wodę? No jak nie jak tak. Szybki temat. Uzgadniamy co i jak i po drzemce córki ruszamy w świat. Jezior w naszym regionie dostatek, a ja i tak tylko nad jedno jeżdżę. W sumie domek nad nim mam, to może dlatego?
No to jedziemy. Przez drogę było tyle emocji, co na grzybach, więc rozpisywać się nie będę. Powiem tylko, że auto się spisało i pokonało te 60 kilometrów. Zuch auto.
Na miejscu biesiada. Brat ze znajomymi zameldował się dzień wcześniej, ale my tak tylko na trochę, to na łeb nie będziemy nikomu wchodzić. Jedyna niewiadoma w tym zbiorze określonym regułą i tangensem pierwiastka pi do n czy hgw, było to czy dziecko nie będzie przypadkiem chciało wejść do wody. Za dużo tych ciepłych dni nie było i jedyną nadzieją na ciepłą wodę było to, że Pan Stasio, który ma działkę najbliżej jeziora, wlał do niego ze dwa czajniki wrzątku. Okazało się, że wlał. Nie pomogło.

Oczywiście majtek do kąpania nie brałem, bo i po co w takiej sytuacji? A mam! Takie specjalne do kąpania, prawie takie jak miał Borat, tylko kolor inny. I krój też inny. I nie są to slipy, które gniotą w jaja, tylko bokserki. Też gniotą w jaja. Przynajmniej pewny jestem, że nie uciekną mi spod kontroli i nie ujrzą światła dziennego. Nie chcę już tej sławy. Wystarczy mi już tego.

No i przyszliśmy na plażę, a raczej na trawę, bo piachu tam nie ma. Tzn jest, ale jak się go z dna jeziora przyniesie. Tam już czekali na nas nasi. Paczę i nie wierzę. Cała świta rozgolaszona i mokra. Czyżby? Czyżby się kąpali? Odpowiem za chwilę. Albo teraz w sumie. Tak, kąpali się. Popatrzyłem na brata, tak, jak patrzy na mnie Tadzik, gdy wchodzę do łazienki, a on załatwia swoje potrzeby fizjologiczne typu drugiego. Dla tych co nie wiedzą, to znaczy, że właśnie sra. No i brat mówi do mnie:

-wskakuj, wiesz jaka ciepła woda?
Tak tak.. pewnej grupie ludzi kiedyś też mówili, ze idą tylko pod prysznic.. Wyczułem podstęp. Moje dziecko niestety nie. I zanim zdążyliśmy zrobić cokolwiek, przywitać się, zaśpiewać rotę, zmówić pacierz, czy pierdnąć, to nasza córa już była w wodzie. W ubraniach… Powertatko oglądał kiedyś słoneczny patrol i wiedział jak się zachować. Zacząłem się drzeć:
-Wszyscy z wody! Po czym chwyciłem bojkę i ruszyłem, a w tle leciała ta pojebana muzyka z filmu. Już dobiegałem do wody i zauważyłem, że to jednak nie jest bojka. Bo jak miała być, skoro nikt z nas jej nie miał? Okazało się, że pod pachę wziąłem żonę, ale zanim się zorientowałem, to już ją wrzuciłem do wody..

No dobra. Prima Aprilis.


Dziecko faktycznie wlazło do wody, tyle że z nami. Okazało się, że wcale nie jest tak zimna jak sobie myślałem. Nasza plaża jest osłonięta przez co nie ma dużego mieszania się wody i przy brzegu zdąży się nagrzać. Zresztą nie wiem czy dlatego, bo fizyki nie umiem. Dodam tylko, że było sporo ludzi jak na okres przedsezonowy. Jednak najbardziej w oczy rzuciły się dwie stare flądry. Takie przekupy jak na wiejskich targach, tyle że nie miały na głowach beretów, ani nie były ubrane w cygańskie suknie, tylko w bikini. Można było popatrzeć. A było na co, bo ciała to jedna miała tyle co ja, żona, dziecko i wszyscy znajomi brata razem wzięci. Dodam, że nikt z nas nie ma anoreksji.

No i teraz. Bawimy się przy brzegu, a tym flądrom, tak spodobało się moje dziecko, że rozpoczęły z nami konwersację. Najpierw teksty w stylu:
-O jaka ładna dziewczynka, jak ty ładnie się bawisz i ogólnie szereg komplementów. 
Jednak z czasem rozmowa zaczęła przybierać nieco inny obrót. Jedna powiedziała do mojej córeczki:
-No chodź do mnie, chodź do cioci. 
Nosz krakersy! Kim ona kurwa jest, bo na pewno nie żadną ciocią. Nie znam jej, ona nie zna mnie, ani mojej rodziny i jak gdyby nigdy nic sobie ją woła. Bezbronny, niewinny i naiwny maluszek rozpoczął marsz ku flądrze. To ja ją wtedy cap za rękę i mówię nie!

Flądra w szoku, mała w szoku, a ja wkurwiony. Córka popatrzyła na mnie tylko swoimi malutkimi oczkami, ale widziała chyba, że jak tata mówi nie, to znaczy nie. Zresztą pewnie zauważyła, że flądra nie ma nic ciekawego do zaoferowania poza nieprzebranymi ilościami masy. To jeszcze nic. Miała na tyle tupetu, czy bezczelności, że jeszcze mimo mojej stanowczej reakcji ponowiła próbę przekupienia małej. Ona chyba nie wie, że w pływaniu po jednym falstarcie jest dyskwalifikacja. Ponowiłem swoje stanowcze „nie” do córki, zupełnie już nie zwracając uwagi na flądrę osiągając w ten sposób siódmy Dan w asertywności. Wtedy stała się rzecz, która ucieszyła mnie niezmiernie. Mój mały zuch zaczął iść… do mamy! Nie patrząc nawet na podłe babsko, tylko szukała bezpieczeństwa, schronu – mamy.

Ciśnienie ze mnie zeszło dosyć szybko, ale flądra kontynuowała rozmowę.
-Przecież bym jej nie porwała..
Nosz kurwa! Co to za tekst! Odpowiedziałem tylko:
-nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. A dziecko nie może bez oporów iść do obcych.
na co ona znowu:
-a jak dziecko pójdzie do przedszkola, to też z obcymi ma nie rozmawiać.
-z przedszkola dziecka nie wypuszczą bez potwierdzenia rodziców, że ta i ta osoba w dniu tym i tym będzie odbierać dziecko.

Dużo się czyta o takich sytuacjach. Teoretycznie wiemy, że nie wolno pozwalać na kontakt z dziećmi z obcymi. Nie raz byłem świadkiem przyzwolenia rodziców na takie zachowanie, bo przecież jesteśmy obok. Tyczy się to przede wszystkim ludzi starszych, którym to nie chcemy sprawiać przykrości. Człowiek człowiekowi jest równy i wiek tutaj nie ma znaczenia. Skoro nauczymy dziecko ufać starszym, to adekwatnie zacznie ufać młodszym. 

Może sobie pomyślisz, że niepotrzebnie panikuję, albo robię z igły widły, jednak ostatnio widziałem kilka bardzo interesujących filmików z prowokacjami, podczas których uprowadzano dzieci z placów zabaw, które o zgrozo były pod opieką rodziców - oczywiście zajętych plotkowaniem.. Polegało to na tym, że prowokator podchodził ze szczeniakiem na rękach do bawiącego się dziecka, które to oczywiście było nim bardzo zauroczone. Wystarczył tylko jeden tekst w stylu:
- Tam mam ich więcej, chcesz zobaczyć?

Po czym oddalał się z tym dzieckiem trzymając je za rękę.
To tylko prowokacja.. Jednak takie sytuacje zdarzają się naprawdę.

Do momentu, kiedy moje dziecko nie będzie świadome tego co je otacza, to w takich sytuacjach zawsze będę reagował stanowczo.

A jak Wy byście zareagowali w podobnej sytuacji?
 
Obsługiwane przez usługę Blogger.