środa, 26 kwietnia 2017

Jestem normalny, czyli dla wielu inny.




Jestem normalny, czyli dla wielu inny. Tak zajebałem tytuł z jednej z piosenek. Nie mogłem jednak wymyślić nic lepszego, co mogło by odzwierciedlić to co czuję, gdy patrzę na to co się dzieje wokół. Jestem zwykłym gościem, który jeszcze do niedawna nie wyróżniał by się niczym. No może poza ponadprzeciętną inteligencją, urodą, wdziękiem, klasą, charakterem, romantyzmem, bajerą, poczuciem humoru czy talentem do śpiewu..:) 

Teraz jednak mam wrażenie, że staję się jakimś dziwakiem, którego niedługo będą wytykać palcami. I to nie w stylu, że laski będą wskazywać na mnie i szeptać – zobacz to on. Matko jakie ciacho. Nie nie. Ten etap już za mną. ;p Ludzie będą wytykać palcem i mówić coś w stylu – On jest jakiś dziwny. Weź zobacz gościa. No jak tak można.. Dziwak.

 Jestem normalny

Ubieram się normalnie. Sweter, dres, sandały i skarpety. No może nie zawsze to wszystko na raz, ale chwalę się tylko, że mam. Nie zakładam rurek. Blee jak można nie chodzić w rurkach? Teraz mam problem z kupnem spodni, bo większość ciśnie w jaja, a przepukliny na nich nie mam..
Jestem rodzicem, a nie biorę udziału w przechwałkach, że moje dziecko jest lepsze niż Twoje. Chociaż z pewnością jest, bo jest moje:P Nie krytykuję innych osób za to, że mają inne sposoby karmienia, ubierania, czy usypiania swoich dzieci. Mam to szczerze w dupie. Nie wrzucam zdjęć swojego dziecka, które mają na celu… no właśnie co? Uczymy BLW po to by pokazać jak całe jest ubabrane jedzeniem? Słyszałem nawet, że są ludzie którzy wrzucają zdjęcia kupy dziecka.. Może ja wrzucę zdjęcie swojej z podpisem „zgadnijcie co jadłem?”. 

Mam konto na Instagramie

Co do zdjęć.. dosyć niedawno założyłem konto na Instagramie. To takie coś do wrzucania zdjęć. I tyle wiem o tym. Nie wrzuciłem żadnego zdjęcia z wykrzywioną gębą w dzióbek, ani robionego w lustrze. Moje jest tak ujebane, że pewnie i tak nic by nie było widać. Zdjęcia z dzióbkiem. Zrobi sobie laska sztuczne usta, które są wielkości starożytnego Rzymu i jeszcze je wykrzywia. To ma być seksowne? Bardziej seksowny jest już mój pazur u nogi, na który spadł mi klocek drzewa i przez to zrobił się siny jak nos pana Miecia po alko-maratonie

Jestem blogerem

No jestem blogerem. Początkującym co prawda. Coś tam już napisałem, coś tam już niby wiem. Nie mam parcia na szkło, żeby zostać top. Nie muszę. Ja wiem, że już jestem top. Mam swój styl i się go trzymam. Ma być luźno jak w zbyt dużych majtkach. To jest cel jaki sobie stawiam. Jeżeli chcecie czytać coś co jest napisane książkowo, poradniki, czy ogólnie zamulacze czasu, to wpiszcie sobie w Google „najlepszy blog” i idźcie tam. Ja piszę tak jak mówię na co dzień – normalnie. Nie mam zamiaru spędzać wiele godzin nad tworzeniem arcydzieł literackich. Jak chcę przekazać, że np. jakiejś miejsce mi się podoba, to piszę że jest zajebiste i to wyczerpuje temat..

Jestem facetem

Lubię usiąść wieczorem i do meczu wypić piwo. Nawet kosztem tego, że nie posprzątam kuchni o co prosi mnie żona. Zdarza mi się pierdolnąć skarpety w kąt i tak leżą do rana, aż jaśnie Pan Andrzej nie zaniesie ich do kosza na pranie. Nie chodzę na solarium, ani do kosmetyczki. W zamian za to obgryzam paznokcie i zdrapuję strupy, jeżeli jakieś są. Nie siedzę przed lustrem i nie wyrywam sobie brwi. Czasem zapomnę umyć ryja przed wyjściem do pracy. Nie przejmuję się tym, czy to co mam na sobie jest uprasowane czy nie. To właśnie kiedyś było normalne.. 

Mam Facebooka

Żeby jakoś ten mój blog dotarł do większej liczby osób niż ja i moja żona, to założyłem też fanpejdża. Polubiło go już ponad 300 osób, więc jak dla mnie to szał! Jeszcze niedawno, gdy zakładałem bloga, to nawet sobie nie wyobrażałem, że tak szybko uda mi się to osiągnąć. Raz nawet zapłaciłem chyba z 8 zł za promocję posta, ale szybko stwierdziłem, że po co? Jeżeli się ludziom będzie podobało, to sami będą przychodzić, a co ważniejsze – będą zostawać dłużej.

 Nie jestem sportowcem

Sport.. Wszędzie teraz tylko diety, sporty i fitmamuśki. Ciekawy jestem ile z tych fit mam ćwiczyło w szkole na wfie? Chodziłem do szkoły i wiem jak łatwo załatwić sobie zwolnienie. Bo mojemu dziecku jeszcze się coś stanie… Tak stanie się. Skolioza i spaczenie umysłu wywołane nadmiernym gapieniem się w magiczną skrzyneczkę (telefon). Wiecie jaki zawód obecnie staje się coraz bardziej popularny? Trener personalny. A ile trzeba doświadczenia by nim zostać? Odjebać jakiś kurs, wziąć papier i zacząć nauczać, jak Jezus prawie. Chcielibyście np. żeby ktoś uczył wasze dzieci karate a sam nigdy nie trenował? Odbył kurs, zdobył certyfikat i zaczął uczyć? Więcej szkody można narobić niż pożytku.. Jeszcze raz trener personalny. Przyjmijmy, że ja, który na siłkę nie chodził nigdy, zacząłbym to robić. Trafię na dziewczynę, która jest świeżo po kursie i co? Ona ma mi układać dietę? Od kiedy to dietę układa ktoś taki..? Nawet najlepsi sportowcy korzystają z usług dietetyków a nie trenerów personalnych. Dietetyk przynajmniej skończył szkołę w tym kierunku. Nie mam bzika na punkcie sportu. Nie mam bzika na punkcie swojego ciała. Nie mam na to czasu. Wolę w tym czasie pobawić się z dzieckiem, albo zrobić coś na czym skorzysta moja rodzina. Jestem z tego dumny, bo nasz czas wspólny nie ogranicza się do zrobienia wspólnego zdjęcia i wrzucenia go na Insta, żeby inni widzieli jak to u mnie nie jest zajebiście.. 

 Jestem na diecie

Dieta. Wychowałem się na mięsie. Jem mięso i mięso będę jadł w dalszym ciągu. Jak chodziłem do szkoły, to wegetarianami były tylko jednostki. O weganach nawet nie wspominam, bo to jakiś nowy kult jest. A teraz? Restauracje wegańskie. Wszędzie tylko przepisy na żarcie fit i moje ulubione – potrawy bezglutenowe. Kto z Was w młodości słyszał o glutenie? Kto z Was w ogóle wie co to jest ten gluten? Ja nie wiem dokładnie i mam to w dupie. Jem to na co mam ochotę, albo inaczej. Jem to co zrobi moja żona:), która na szczęście nie jest normalna. Może to nas połączyło? Normalność, która dla wielu jest dziwactwem?

niedziela, 23 kwietnia 2017

Czy moje dziecko jest (nie)normalne?

Moja rodzinka. Normalna. Jak każda inna. Tylko dwie osoby odbiegają w niej od normy. Ojciec i mąż. Czyli ja. Jeden Andrzej w dwóch osobach. Brzmi znajomo?;p. W głowie mam takie siano, że wykarmiłbym nim wszystkie biedne konie ze Skaryszewskich targów. Ale mam za to coś co sprawia, że laski za mną szaleją. Piszczą tak głośno, że ściany z ołowiu musiałem postawić. Pisk jednej był jednak tak donośny, że na Marsie bym usłyszał. Co miałem zrobić.. Wziąłem ją sobie za żonę.:) Mam tę moc chciało by się rzec. Nie. Nie mam żadnej mocy. Nie mam siły Hulka, wzroku Supermana, gadżetów Batmana, czy dotyku Elsy.. Mam za to poczucie humoru. Tak mi się wydaje.. a może to nie na to moja żona poleciała.. Czyżby na kasę...? na kasę? … na kasę??!!! Buhahahahahahahhaha!!!!!!!
to musiało być poczucie humoru..

piątek, 21 kwietnia 2017

Dlaczego warto wybrać małe miasto?

O tym ,że wychowałem się a wsi już pisałem. Ostatnio jednak dokonałem niesamowitego odkrycia. Spojrzałem na swój pesel i z niego wynika, że dzieckiem już nie jestem.. ależ ten czas leci. Dopiero co chodziłem do liceum. Paliłem fajki na przerwach w kiblu, czy za malinką. Lubiłem do tej szkoły chodzić, a jeszcze bardziej z niej uciekać.. Szkołę jednak skończyłem. Podobnie jak studia. I to dwa kierunki. Jeden skończyłem po pierwszym roku, bo pieprzony dziekan nie zgodził się, bym zapłacił czesne miesiąc później. Nie miałem kasy i co zrobić.. A tak poza tym to pozdrawiam tego dziekana z wydziału ekonomicznego UMCS-u :P. Drugi kierunek skończyłem. Co prawda na licencjacie. Łoo Powertatko ma papier. Jest wykształcony.. Tak samo jak wykształcone są nibynóżki pantofelka.. ;P To akurat z podstawówki zapamiętałem... Teraz mam rodzinkę i mieszkamy sobie w małym miasteczku na południowym-wschodzie Polski. Dla ułatwienia dodam, że południe, to tam na dole mapy, a wschód, to na prawo. To też z podstawówki zapamiętałem..

czwartek, 20 kwietnia 2017

Czy zaszczepić swoje dzieci?


Szczepienia.. och jakże lubię czytać o nich w necie. Nic tylko usiąść wygodnie przed komputerem, wziąć do ręki kubek ciepłej kawy i raczyć się tym pięknym widokiem. Gównoburza – tak to się nazywa. Ile osób tyle opinii i każdy oczywiście ma rację. Do rozpoczęcia spektaklu wystarczy jeden mały, nic nie znaczący prowokator, który za cholerę nie ma pojęcia o tej dziedzinie.

środa, 19 kwietnia 2017

Nie chcę takiego nazwiska!




Jako, że nieuchronnie zbliża się miesiąc jakim jest Maj, chciałbym dzisiaj napisać Wam o nazwiskach. Co mają miesiące do nazwiska? Do mojego mają. Maj Ci ja z rodu. Najmłodszy z dwóch synów mojego ojca. Mamę też mam. Tak samo jak ojciec i Jego dwóch synów (w tym ja), ma na nazwisko Maj. Fajnie nie? Pewnie, że fajnie. Nie zawsze jednak tak było.

sobota, 15 kwietnia 2017

Rozwój dziecka - 18 miesięcy..


Nie wiadomo kiedy mojemu dziecku pesel pokazał, że skończyło 18 miesięcy. Haha daliście się nabrać. Wiadomo kiedy. Dokładnie 6 kwietnia. Pomyślałem sobie, że będę naśladował innych wielkich blogerów i zrobię małe podsumowanie rozwoju mojego bobasa. Żeby było trudniej, zrobię to alfabetycznie, albo anal fabetycznie jak kto woli:P

środa, 12 kwietnia 2017

Daj dziecku szczęście. Zwolnij..




Dokąd zmierzasz świecie? Dokąd zaprowadziła nas cywilizacja? Czy to tak ma wyglądać jak obecnie? Ja dziękuję za takie coś. Pościg. Nieustanny pościg za tym, by zostać zauważonym. Sprzedajemy sami siebie. Jesteśmy w stanie sprzedać wszystko i wszystkich, za co? No właśnie za co? Za lajki na fejsie? Za komcie pod pościuniem? Za awans w pracy? Za parę groszy?

wtorek, 11 kwietnia 2017

Marchewka.




Wiecie jakie wydarzenie było najważniejsze w historii naszego kraju? Część z Was odpowie, że chrzest Polski. Bzdura! Mieszko przyjął go tylko po to, by Szwabia nie wytłukła mężczyzn i nie wzięła sobie kobiet. To było spowodowane tylko tym.. Fakt. Ma to ogromne znaczenie dla historii naszego kraju, ale czy najważniejsze? Śmiem wątpić. Inni powiedzą pewnie, że ważniejsza była Konstytucja 3 –go Maja.. Bo pierwsi w Europie, a drudzy na świecie. Też bzdura. Ile ustaw przedarło się przez prawo weta? Wystarczył jeden głos, by obalić sejm. Teraz jest podobnie w ONZ, gdzie prawo weta ma Matuszka Rasija. Kpina!. Jeszcze inni powiedzą o powstaniach, obaleniu komuny – hahaha!, tragedii Smoleńskiej, czy pasowaniu Antonio Macierewicza na Ministra Obrony… Było wszystko. Rozbiory, wojny, podboje. Przecież to my jako jedyni w historii zrobiliśmy wjazd na chatę Moskalom. To my rozjebaliśmy biwak Turków pod Wiedniem. To my ratowaliśmy Anglię, kiedy Ona miała nas w swojej wyspiarskiej dupie. Mieliśmy świetnych odkrywców, wynalazców, noblistów, sportowców. Mieliśmy Kościuszkę, Piłsudskiego, Kopernika, Da Vinciego, czy Matkę Teresę. Mieliśmy poloneza, czy syrenę. Mieliśmy smoka w Krakowie. Dalej w sumie jest, tylko nazwę na smog zmienił. Mieliśmy Kazia Wielkiego, który rozjebał system i sprawił, że Polska była mocarstwem. Mamy Kaczyńskiego, który chciałby, żeby Polska była jego Carstwem. Mamy Legię, która zremisowała z Realem (hahahahaha). Mieliśmy AK. Mieliśmy Zomo. Mamy homoniewiadomo. Jednak czy to takie ważne?Nie!

sobota, 8 kwietnia 2017

przygoda...

Piątek. To taki dzień jak każdy inny, a wyróżnia go tylko to, że jako jedyny  oprócz środy ma w swojej nazwie polski znak- ot Ci ciekawostka. A dzisiaj jest sobota, czyli dzień po piątku, a dzień przed niedzielą. Stukam sobie właśnie w klawiaturę i Eureka! Wiecie, że jak kliknę w jakiegoś klawisza, to pokazuje mi się to na ekranie? Fajnie! No to powiem Wam co było w środę. To znaczy dzień przed czwartkiem. Chociaż nie wiem jeszcze czy to co teraz piszę zostanie przez kliknięcie myszy w przycisk „publikuj” dodane. Nie wiem czy przejdzie cenzurę. Nie wiem nic, chociaż w sumie wiem. Wiem, że wczoraj był piątek:)


czwartek, 6 kwietnia 2017

A gdy dorosnę zostanę....


Dzieciństwo. Złoty okres w życiu większości z nas. Nie każdy miał kolorowo, ale za to każdy z nas był dzieckiem. No chyba, że ktoś nazywa się Benjamin Button..:P Nie fajnie, tak urodzić się staruszkiem. Każdy z nas będąc dzieckiem miał marzenia. Jedne z biegiem lat zostały spełnione, na inne nie ma pieniążka. Gdzie do cholery jest moje Lambo!?:) Jeszcze inne zostały zablokowane przez rodziców z różnych powodów. Np. chcieliśmy zostać słynnym malarzem, jednak rodzice widzieli, że nic z tego nie będzie i nie wspierali nas. Każde dziecko jednak w przyszłości chce zostać kimś!

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Zrobiłem to, kiedy żona była chora.


Zrobię to sam! – powiedziałem sam sobie. Bez niczyjej pomocy. Nikt nie będzie mi przeszkadzał. Najlepiej zamknę się w kuchni i po cichu będę „pracował”. Kurde, ale samemu? Jak wtedy w gimnazjum? Myślałem, że te czasy minęły bezpowrotnie, ale chcąc nie chcąc zmuszony jestem do nich wrócić. Moja żona często robi to sama, ale ja jakoś nie mogę, nie chcę, nie umiem.. Dziś jednak potrzeba okazała się silniejsza niż kiedykolwiek, przez co zwyczajnie się za to wziąłem…

niedziela, 2 kwietnia 2017

7 bajek, które oglądał każdy!


Każde dziecko lubi oglądać bajki. Każde z wyjątkiem mojego. Nie interesują Jej zupełnie, ale ma ważniejsze sprawy na głowie, jak budowanie zamków z klocków, czy wspinanie się na mamę w każdej wolnej chwili. Jak ja byłem dzieckiem, to bardzo lubiłem bajki. Teraz jestem trochę starszy, i dalej je lubię! Mało tego. Twierdzę, że kiedyś bajki były lepsze. Dzisiaj przedstawię kilka bajek, które były hitami w czasach mojego dzieciństwa.

Kubuś Puchatek

Na pierwszej pozycji Kubuś musi być! Kubuś musi być! Kubuś musi być! Bo my bez Kubusia nie umiemy żyć! Nie umiemy żyć! Kto nie oglądał przygód ekipy ze stumilowego lasu, niech się schowa w krecią norę i struka rzepkę dla Dziadka Mroza.:P kult! Kubuś, który żarł miód, jak ja schabowe. Prosiaczek – naczelny przydupas Kubusia. Kłapouchy, który gada jakby był w śpiączce. Sowa, która wszystko wie, i rozbrykany tygrys! Jako wisienka na torcie, jest Krzyś. Zjarany gość, co gada ze zwierzętami w środku lasu:) Do napisania tego posta skłonił mnie właśnie tygrysek! Rozbrykany tak samo jak ja;)

Smerfy

Wielki łysy łeb i dwie plaże z czarnych włosów bo bokach łepetyny. Do tego kot, który nadawał się tylko na przetwory i mania wielkości niczym Dżarek K, dla wtajemniczonych –Zorro:P. Chata 100000 metr kwadrar i zero pomocy w sprzątaniu. Do tego tylko jeden cel życia! Złapanie kurduplastych stworków, mieszkających w chatach wyżłobionych w grzybach. Smerfy! To o nich mowa. Całe ich mnóstwo. Same chłopy i ona jedna. Złotowłosa piękność. Tylko jeden z samców różnił się od innych. Naczelnik stada o ksywce „Papa”. Teraz z popaprańców o takich ksywach robią świadków koronnych, ale co ja tam wiem:). Jest to jedna z bajek dla dzieci, na którą czekały całe rodziny o po obejrzeniu której, chciało się jeszcze i jeszcze. Ja zawsze utożsamiałem się z Pracusiem, jednak żona stwierdziła, że jestem Marzycielem i Ciamajdą..  Straszny z Niej Ważniak:P

Muminki

Znacie rodzinę Muminków? Po latach stwierdzam śmiało. Jak ja to do cholery mogłem oglądać. Ta bajka jest tak bezsensowna. Tak prosta. Tak zwyczajna i tak zajebista.. Co tam teraz straszenie dzieci. Kiedyś to było. Wystarczyło powiedzieć, że idzie Buka, to nawet dziadek pod łóżko się chował.. Planuję zorganizować w przyszłości konkurs, a warunkiem będzie odpowiedzieć na pytanie „Jak miała na imię mama Muminka? :) Powiem Wam, że za cholerę nie pamiętam co Oni tam se robili, ale coś mi świta po łbie, że była tam taka mała gościówa w czerwonym dresie, co non stop się przypierdzielała.


Dragon Ball

Hamehameha!!!! To jedno jakże proste w wymowie słówko zna każdy chłopak, który pamięta lata 90-te. Dragon Ball. Nic chyba nie muszę więcej o niej dodawać. Do dzisiaj można znaleźć fanatyków, którzy po raz enty zaczynają oglądać od początku wszystkie odcinki na Youtube. Gdybym miał wybrać, to była by numerem jeden na mojej liście. Bez wątpienia.

Gumisie

I znowu wracamy do lasu. I to na dodatek pod ziemię. Tam żyją magiczne stworki, którzy piją jakieś F16, które dodaje im turbo mocy. Gumisie! Przekurwazajebiściefantastyczna bajka. Był Grafi, który niczym Mcgywer potrafił rozwalić wszystko. Był Tami, który podjadał Buni z gara, przez co często dostawał łychą po ryju, Był Zami – mały pchający wszędzie swój zadek cwaniaczek, który również co jakiś czas powinien łychą od Buni zarobić. No i był On! Jego starszność, jego łaskawość, jego piękność, jego pierdolniętość – Księciuniuniunio Iktorn. Nieudacznik z brodą Tatara, który niczym Sauron wychodował sobie gromadę Ogrów, z których pomocą chciał podbić świat… Jego inteligencja i sposoby zarządzania pracownikami, skutecznie uniemożliwiały mu rychłe rozwiązanie problemu.

Pokemony

Sto pięćdziesiąt mało, sto pięćdziesiąt mało! Wcale nie! Bo tylko i aż 150! Małych, albo dużych. Grubych albo chudych. Jedne latają, a inne pełzają. Jedne zioną ogniem, a inne leją wodą z pyska. Jedne śpiewają, inne tańczą, jeszcze inne latają sobie bezpańskie w samopas. Pokemony. Bajka, którą oglądało chyba każde dziecko. Przygody Asza Keczapa z Masturbacji i jego wesołych kompanów, którzy przeszli z buta pół świata  w jednych ciuchach. Przeciwko nim była grupa samozwańczych panów zła z gadającym kotem. Zespół R! to jest tak samo groźne, jak tatuaże Bolca w „chłopaki nie płaczą”. Na podstawie bajki zrobili grę i ludzie dostali pierdolca! Tablice na fb tonęły w spamie o Pokemonach. Kto ma jakiego, albo czy idzie ktoś łapać.. Boże.. jak to przeważnie bywa z takimi hitami, to szybciej się skończyły, niż zaczęły. No ale w tym krótkim czasie ktoś zdążył parę ładnych milionów zarobić:)

W zestawieniu celowo nie uwzględniałem bajek z czasów nowożytnych, jak Kapitan Bomba, Włatcy móch, czy Blok Ekipa. Tym pozycjom warto poświęcić osobny wpis, ale to kiedyś.. Jak mi się zechce.. albo ktoś za to zapłaci..:P Tutaj znalazły się tylko te, które były na topie w czasach mojego dzieciństwa, czyli wtedy, gdy ostatnie dinozaury chodziły po ziemi, nie było koła, a żeby zgasić światło, to zadeptywało się ognisko.:)


Każdy lubi bajki albo lubił je w młodości. A jakie są, lub były Wasze ulubione?:)

czwartek, 30 marca 2017

zrobiliśmy to we czwórkę!



No zróbmy to! No samemu tak nudno. Jak ty idziesz do pracy, a ja wracam z uczelni, to nie mam się nawet do kogo przytulić. Zmieńmy coś w naszym życiu. Zobaczysz będzie fajnie będzie warto! Powiększmy naszą rodzinę. 



niedziela, 26 marca 2017

Musiałem pozbyć się króliczka.


Dzisiaj nie będzie przydługiego wstępu, nie mającego za wiele wspólnego z sednem sprawy, jak to przeważnie bywa. Od razu przejdę do rzeczy. Krótko, zwięźle i na temat. Cały ja!

Tak jak mówi tytuł kolejnego mojego zajebistego posta: Pozbyłem się króliczka! Dzisiaj. Bez uzgodnienia z żoną, ani co ważniejsze córką – to był w końcu jej prezent. Dostała go jakiś rok temu. Opiekowała się nim, głasiała, przytulała, czasem rzuciła nim w nerwach o podłogę – jak to dziecko. Jednak przyszedł czas, że króliczek zachorował. Jego stan był poważny, a nas nie stać, by kupić mu „nowe życie”. Musiałem się go jakoś pozbyć, żeby dziecko nie musiało patrzeć na jego cierpienie. Postanowiłem wrzucić go do kontenera na śmieci. Może ktoś go jeszcze znajdzie i przygarnie na ostatnie jego dni.

piątek, 24 marca 2017

poniedziałek, 20 marca 2017

Bo wy młodzi, to macie dużo łatwiej..

Bezstresowe wychowanie. Powiem szczerze, że jak słyszę taki zarzut, to moje białe krwinki zamieniają się w fioletowe, co oznacza że powoli zamieniam się w Hulka.. Kto nie kojarzy tej przesympatycznej postaci Marvela, to powiem pokrótce, że zwyczajnie staję się zły. Bardzo zły. Tak okropnie zły, że zły. O! A wiecie kto najczęściej stawia takie zarzuty? Pokolenie 50 plus.. Nasze ojce, nasze dziadki, nasze, praciotki. Ostatnie pokolenie stricte kościołowe.



piątek, 17 marca 2017

Robiąc to umrzesz na raka lub popełnisz samobójstwo!


Byliśmy tacy młodzi i piękni…. Czas niestety płynie, tylko uroda ta sama.. Ja i moja żona. Rok ode mnie młodsza. Teraz minęły trzy lata od tego czasu i już jest rok ode mnie starsza.:) My studenci.. U! jak to brzmi. Prawie jak porno produkcji NRD. Postanowiliśmy wziąć ślub kościelny. Dodam, że ze mnie katolik jak z koziej dupy trąbka i za każdym razem, gdy wchodzę do kościoła, to boję się, że spłonę, albo że ksiądz zacznie odprawiać na mnie egzorcyzmy, ale to nie o tym. :)

wtorek, 14 marca 2017

5 powodów, dla których ojciec powinien być przy porodzie.


Przetrwałaś to! Przetrwałaś ciążę, która lada moment się zakończy porodem. Przecież dopiero co w rękach trzymałaś test, na którym wyraźnie zaznaczone były dwie kreski. Czy to w wyniku świadomego planowania? Po wielu latach starań wreszcie się udało? Może to ciąża nieplanowana? To wszystko wtedy nie miało znaczenia. Liczyło się tylko to co będzie.. A było sporo. Od pierwszego USG, kiedy miałaś po badaniu tyle energii, że mogła byś zasilić średniej wielkości miasteczko, albo… pół Afryki.. :) Pamiętasz jak dziś widoczny na zdjęciu jedynie pęcherzyk. To była pierwsza z wielu wizyt. Badania naprzemiennie z USG, na które za każdym razem jeździłaś podekscytowana. Z jednej strony bałaś się tego co powie lekarz, a z drugiej nie mogłaś się doczekać kolejnego spotkania z dzidziusiem. Czas płynął aż do chwili obecnej. Byłaś na szkole rodzenia. Koleżanki również szczegółowo opisały Ci swoje porody. Torby zarówno Twoja, jak i maleństwa jest spakowana i czeka. Czeka na znak, kiedy niczym Kamil Stoch wyskoczysz z progu swojego domu, zaraz po tym jak Ci wody odejdą. Jesteś silna! Przygotowana! Dasz radę! Zastanawiasz się tylko nad jednym. Czy na sali będziesz miała wsparcie.

niedziela, 12 marca 2017

Jej dziecko umiera, a Ona nie może przy nim być.


Część z Was zna już naszą historię o tym co się działo zaraz po urodzeniu się mojej córki. Dla niewtajemniczonych przypomnienie, a komu się nie chce tracić energii na klikanie i dodatkowe nadwyrężanie wzroku czytaniem tego, co tak naprawdę Was nie obchodzi, to powiem, że było źle. O tak. Uważam że słowo źle dosyć dobrze opisuje wszystko co nas wtedy spotkało.

czwartek, 9 marca 2017

5 niezawodnych sposobów na uspokojenie dziecka.


Dziecko. Jest to człowiek, tylko że taki trochę mniejszy. Trzeba go karmić, lulać, tulać, całować, przytulać, przewijać, kąpać i ogólnie wykonywać za nie większość czynności. Zupełnie jak za Waszych facetów, kiedy wracają z imienin od szwagra:). Dziecko jednak robi bardzo często jedną rzecz, która u dorosłego osobnika płci prawie tak samo pięknej nie zdarza się zbyt często, a jeżeli się zdarza, to… kurde to nie wiem co. Normalnie mówiłem, że taki facet jest jak baba… no dobra do rzeczy. Chodzi o płacz.

wtorek, 7 marca 2017

Ile kosztuje ściąganie mleka?


Piszę bloga parentingowego (z założenia). Dziwnie by było to robić, nie mając dziecka. Nie zaskoczę Was pewnie, ale mam. Dziecko jak dziecko, musi jeść. A co takie małe dzieci jedzą? Z racji tego, że należymy to ssaków, nie zaskoczę Was po raz kolejny, ale mleko! Zdarzają się jednak sytuacje, kiedy mama ssak nie może, nie chce, chce i może, ale dziecko nie może jeść (tak! Takie przypadki też są), wtedy z pomocą przychodzi nam nauka, albo przypadek. W sumie to i jedno i drugie, bo bez jednego nie było by drugiego i odwrotnie, a może i nie odwrotnie.. Był kiedyś taki koleś – Izaaaaak Newton. Spadło mu kiedyś jabłko na łeb i se grawitację wymyślił.. Przed tym zdarzeniem nie było grawitacji wcale. Było tylko jabłko, drzewo i łeb:P Gdyby wtedy przypadkiem by w ten cymbał nie zarobił, to do dzisiaj pewnie pojęcie grawitacji by nie istniało..  przez przypadek powstała nauka.. No i ta nauka ( albo przypadek?) stworzyło nam mleko dla ssaka, które jest dla człowieka, ale pochodzi od krowy. otóż mamy (ale nie od mamy) mleko modyfikowane. Też je można podawać dziecku, też będzie rosło, też  będzie przybierało na wadze. No dobra. To będzie na tyle jeżeli chodzi o chwalenie mm. Mamy też przypadek, kiedy mama chce karmić, ma czym, ale dziecko nie chce. Wtedy po części znowu z pomocą przychodzi nam nauka (albo przypadek) w postaci laktatora! Można nim odciągnąć mleko mamy (no bo jak mamy, to damy) i podać z butelki dziecku. Tak właśnie powstały matki KPI. Gatunek zagrożony, który istnieje tylko dzięki grupom wsparcia na FB, gdzie jedna drugą codziennie po kilka – kilkanaście razy namawia do siadania i odciągania.. Dzisiaj nie będę się rozpisywał o tym,  na czym to polega, ale o tym, co bardziej interesuje ludzi, czyli pieniądze, a konkretnie ile idzie kasiorki na całe takie karmienie, które tanie nie jest. Często błędnie zakładamy, że wystarczy kupić laktator i mleko będzie się lało litrami.

czwartek, 2 marca 2017

Tego pytania bezwzględnie należy unikać.

Ja Andrzej... No to się ładnie przedstawiłem..::) Od zawsze byłem mistrzem w… powiedzeniu czegoś nie na miejscu:P No cóż. Taki już urok Pana męża mojej żony, czyli mój. Najgorsze jest to, że przeważnie wiem, kiedy powiedziałem jakąś gafę i  próbuję jakoś ratować sytuację zmianą tematu, ale czasem jest na to za późno.. 



Pamiętam jak jednego razu szliśmy sobie grupką do baru. Była z nami nowa dziewczyna mojego kolegi i pewnym momencie poszła do lasu (bar przy lesie) za potrzebą fizjologiczną, tak zwaną jedyneczką, nie cierpiącą zwłoki. Ja jako ten z bajerą wielką jak ego Wałęsy powiedziałem: tylko uważaj bo Cię Rumuny porwą… Znajomi pobledli. Ja stałem jak debil nie wiedząc o co chodzi. Zaraz mój kolega powiedział mi, że ta dziewczyna była niedawno w związku z jednym Rumunem, który ją prześladował. Nie miała wcale prywatności. Pozakładał jakieś podsłuchy i inne gadżety, które pomagały mu widzieć i słyszeć wszystko co ona robi.. Z tego co pamiętam, to miała z nim sporo problemów. Tak, że brawo ja! Zdobyłem czarny pas w dziedzinie taktu..


Jest jednak takie zdanie, którym nieświadomie zrobiłem przykrość innym osobom. Powtarzałem je wielokrotnie, śmiejąc się przy tym w głos. Nie potrafiłem czytać znaków, że robię coś złego, że krzywdzę innych swoimi słowami. Niejednokrotnie mówiłem to prosto w oczy i to bez zająknięcia. Dopiero od niedawna wiem, jak źle robiłem..

Wiecie jak wyglądają rozmowy między facetami w pracy, gdzie jest luźna atmosfera? Przeważnie są dwa tematy. A nie! przepraszam bo trzy. Zapomniałem o napieprzaniu na przełożonych.:) Tymi dwoma są samochody oraz seks..

Facet jak jest wyluzowany, to nie krępuje się wcale. Wali jak idzie i co mu na myśl przyjdzie. O ile nasz rozmówca przejawia jakiekolwiek poczucie humoru.. Zdarzają się sztywni goście, co dla nich tylko praca się liczy, ale pod tym względem martwić się nie muszę w swojej pracy.. Mam mocno wyluzowanych współtowarzyszy niedoli.

Chciałbym zacytować tutaj jakąś przykładową rozmowę, ale zbanują mnie w ciągu sześciu sekund, dlatego ograniczę się do ogółów.. Mamy już temat seksu. Luźna rozmowa, kto kiedy ostatnio itp. W tym jeszcze problemu nie ma.. Problem pojawia się w drugim etapie konwersacji, czyli rozpoczęciu podśmiechujek. Padają wtedy coraz bardziej odważne teksty. Bez zahamowań. Kto komu bardziej pojedzie. Takie teksty potrafią zaboleć, ale przy tak zgranej ekipie wszystko obracane jest w żart. Za to zawsze najbardziej obrywało się komuś, kto ma żonę dłuższy czas, a nie ma dzieci.. Wiecie jakie teksty taka osoba słyszała i to dosyć często? „no na co czekasz? Czas ucieka!”, albo „tyle lat po ślubie i nic? Jednak zawsze zdecydowanie najgorsze jest zwykłe pytanie.. Dlaczego nie masz jeszcze dzieci?

Sam wiele razy byłem uczestnikiem takich rozmów i również takie pytania zadawałem.. Bez zastanowienia, czy moje słowa zostaną źle odebrane. Reakcja takich osób nigdy nie wskazywała na to, że coś może być nie tak. Odpowiadały tylko, że nie chcą jeszcze dzieci, Albo podawały jakiś sensowny argument na wybronienie się..

O tym, jak bolesne mogą okazać się takie słowa, wypowiedziane na dodatek w formie żartu przekonałem się dopiero jak założyłem bloga i zacząłem czytać Wasze… Nie zdawałem sobie sprawy z tego , jak wiele par ma problemy z zajściem w ciążę. Jak wiele par jest bezpłodnych lub niepłodnych. Nie zdawałem sobie sprawy, że ludzie latami starają się o dziecko, płacząc w poduchę po kolejnym niepowodzeniu. Nie zdawałem sobie sprawy ile czasu i pieniędzy kosztują takie starania. Wyjazdy do lekarzy – oczywiście prywatnie, robienie badań… i Bóg wie co jeszcze. Nie zdawałem sobie sprawy, że mój rozmówca, który tak jak ja lubi sobie robić jaja ze wszystkiego, śmiać się i ogólnie cieszyć życiem może robić to tylko na pokaz, a wewnątrz siebie cierpi. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że w 21 wieku, gdzie medycyna jest na wysokim poziomie, ludzie jeszcze mogą mieć takie problemy. Zawsze myślałem, że bezpłodność to choroba, która zdarza się tylko w filmach.. serio!

Zobaczcie ile jest przypadków, gdzie dziewczyna zachodzi w ciąże po jednym razie przypadkowego seksu na dyskotece. Ile jest przypadków zwyczajnej wpadki, po której pierwsza myśl, to aborcja.. ile jest przypadków, gdzie po potwierdzeniu ciąży partner znika…


Teraz sytuacja z życia wzięta. Para, która przez bardzo długi czas się starała idzie do znajomych. A znajoma oznajmia, że jest w ciąży.. Wpadli i w sumie nie chcą tego dziecka, ale już za późno.. 

Co byście zrobili na miejscu tej pary, która tyle czasu walczyła? Pewnie nic.. Przytaknęli byście i pocieszyli, że dziecko to nie koniec świata, bo zapewne wstydzili byście się powiedzieć takim problemie, z obawy przed.. no właśnie przed czym? Odtrąceniem? Osądami? Szyderą? Kolega nigdy na wieść o czymś takim nie zareaguje negatywnie, a jeśli to zrobi, to nie ma prawa nazywać się kolegą.


Dlaczego  nie masz dzieci? Pytanie, którego więcej nie zadam.


niedziela, 26 lutego 2017

Buty dla dzieci, w których samemu chce się chodzić.

Cześć wszystkim!

Twoje dziecko nie chce jeść? Ma problemy z koncentracją? Słabo się uczy? Bierze dopalacze? Kradnie zabawki innym dzieciom? Budzi się w nocy? Płacze bez przyczyny? Powodem mogą być źle dobrane buty, które uciskają na jakieś połączenia nerwowe:) Ja już znalazłem odpowiednie obuwie dla swojego zucha i o tych butkach chcę wam dzisiaj napisać.



Eko Tuptusie.  Już samo brzmienie  jest zajebiste. Dwuczłonowa nazwa zawsze jakoś lepiej się kojarzy. Np. Air Max, Air Force, Ace Ventura, Fc Barcelona, Aston Martin, Piotruś Pan, czy Platforma Obywatelska – ptfu;p

Kupiliśmy je po tym, jak żona znalazła dużo pochlebnych opinii na ich temat. Najprostszym sposobem kupna jest jak zwykle Internet. W Lublinie znaleźliśmy tylko jeden sklep stacjonarny, który posiada je w swojej ofercie, i jeżeli chodzi o wady, to by było na tyle. Po prostu ich nie ma. Jak to możliwe?

Wykonanie


Robione są ręcznie w Polsce ze 100 % włoskiej skóry, więc są idealne dla eko maniaków. Takiej palety kolorów pozazdrościć mógłby sam Da Vinci, ale On już chyba nie żyje. Każdy znajdzie zatem coś dla siebie. Posiadają one antypoślizgową podeszwę, co znacznie ułatwia przemieszczanie się po każdym rodzaju powierzchni. Posiadają nieuciskową gumeczkę pod kostką, przez co stopa lepiej się układa. Pozwala to dziecku czuć się pewniej zwłaszcza podczas nauki chodzenia. Co do samej skóry, to jest ona wolna od wszelkich pestycydów, metali ciężkich, czy innego gówna, co czyni je w pełni ekologicznymi. Dodatkowo można wybrać sobie wzorek na przedniej zewnętrznej części śródstopia. My akurat mamy misie, ale równie dobrze wzorek możemy wybrać pod dowolną okazję. Np. na święta bałwanek, choinka albo gwiazdeczka. Na Halloween widziałem nawet z dynią:). Wyprzedzam pytanie. Nie, nie znajdziemy wizerunku Elsy na nich (jak na razie).

Rozmiary


Buciki są dostępne w wielu rozmiarach zaczynając od 20, więc każde dziecko nawet te duże znajdzie dla siebie odpowiednie, ponieważ robione są również dla dorosłych.

Cena


I tu jest największe zaskoczenie. Ceny zaczynają się od 40 zł, czyli  jak za ręcznie robione skórzane buty, uważam że cena jest atrakcyjna.

Sam myślę o kupieniu takich dla siebie. Zażyczę sobie na wzorku herb FC Barcelony i jazda:). Myślę, że gdyby w starożytności takie robili, to Rzym by tak szybko nie upadł. Podobne buty miał Frodo jak zapierdalał z pierścionkiem do Mordoru, czy Odyseusz jak Troje podbijali. Jebany dziesięć lat w jednych butach.. No ale czy w tak kozackich trampersach można się dopatrzeć minusów? Ja osobiście nie znalazłem, ale hipotetycznie ze względów BHP nie mogą być stosowane na budowach. No chyba, że producent zamontuje blachę od spodu:P. Z czystym sumieniem polecam je każdemu, kto szuka niedrogich, solidnych i co najważniejsze wygodnych bucików dla swojego dziecka.

Każdy nosi buty, no dobra prawie każdy, bo zapomniałem o Cejrowskim. Kim by był Messi bez butów?, Kim Michael Jordan? Nawet Dalajlama chodzi w sandałach..  My chodzimy w butach, to i nasze dzieci będą, ale żeby w nich chodziły, to muszą je mieć.  Moje dziecko już ma i jak zacznie mówić, to poproszę Ją o dokładniejszą recenzję. Jeszcze raz gorąco polecam Eko Tuptusie.


Ps. TAK. Zrobiłem reklamę 
Pss. Nie. Nie wziąłem za to pieniędzy:)

sobota, 25 lutego 2017

Moja żona stworzyła rodzinę w dwa dni.

Są takie dni, kiedy mam ochotę moją żonkę wrzucić do Łopy… to taka rzeczka na wschodzie. Pewnie kojarzycie, bo wpada do niej Deberka.. aaa i Wisła jeszcze do niej wpada. No ale mniejsza o to. Kiedyś moja luba robiła to dosyć często. Perfidnie na moich oczach. Chcąc nie chcąc czasami musiałem na to spojrzeć. Wiedziała, że mnie to drażni i nic sobie z tego nie robiła. Próbowałem zrozumieć to zachowanie, ale nigdy mi się to nie udało. Na szczęście odkąd mamy dziecko, to robi to bardzo rzadko i to tylko jak dziecko śpi.
Poznaliśmy się jakieś cztery tysiące lat temu w liceum. Już wtedy robiła to regularnie. Ja zwykły, grzeczny, nieśmiały, wrażliwy, spokojny, kochany, sumienny, skromny i wstydliwy chłopak nie rozumiałem co to wszystko ma znaczyć. Dopiero tak naprawdę udało mi się to pojąć na studiach.

wtorek, 21 lutego 2017

Dlaczego podczas ciąży partner jest nieobecny?

Czułaś się dziwnie? Miałaś zawroty głowy, albo jakiekolwiek inne oznaki? Może Przeczuwałaś, że coś jest nie tak i dlatego poszłaś do apteki? Może się staraliście od dłuższego czasu i poszłaś tam bez nadziei na cokolwiek? To wszystko nie ma znaczenia. Zobaczyłaś dwie pionowe kreski na teście ciążowym i wszystko na moment zamarło. Tylko od Ciebie zależało, jakie to były uczucia. Strach? Szczęście? Rozpacz? Podekscytowanie? Podniecenie? Gniew? A może wszystkiego po trochu? Pewne jest to, że od tego czasu nic nie było takie samo..


sobota, 18 lutego 2017

Zrobiłem to w bardzo nietypowy sposób

Studia! To były czasy! My, młodzi, piękni (przynajmniej żona), bogaci (uhahahahaha), ciekawi nowych wyzwań. Zapuściliśmy korzenie w Lublinie - mieście inspiracji.. Takie hasło ono nosiło przynajmniej wtedy.. Nie wiem co to miało oznaczać.. Inspirowało jedynie do wyjazdu za granicę.. Studia jednak zobowiązują. Taka mnogość imprez. Wątroba i żołądek ze stali. Byliśmy przygotowani. Na 1 roku nie było tygodnia, żeby nie było imprezy.. ehh te czasy. My -para z dwuletnim stażem, chcieliśmy zamieszkać razem. Zmiana w życiu jak sto pięćdziesiąt. Żona na dziennych uczyła się o ściekach, kratach, sitach osadnikach wstępnych, i o moim ulubionym - zasadzie superpozycji (brzmi fajnie).... (przynajmniej dla mnie)..... (i chyba dla każdego faceta)... czaicie.. (superpozycja) haha śmiechłem.. 

https://www.google.pl/search?q=zar%C4%99czyny+weso%C5%82o&client=firefox-b-ab&biw=1600&bih=789&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwiO5u-bxJnSAhWI3CwKHVcEBWgQ_AUIBigB#tbm=isch&q=will+you+marry+me&imgdii=i64GB9wVVEME_M:&imgrc=jWluVjCr2Z8LCM:


środa, 15 lutego 2017

Czy dzieciństwo spędzone na wsi można miło wspominać?

Pochodzę spod lubelskiej wsi i nie wstydzę się tego ani trochę. Nie wyjechałem również do stolicy szukać lepszych dni, jak pewien Grzesiu.. Moja wieś była tak ogromna, że wystarczyło trzy razy kamieniem rzucić, by być na drugim jej końcu. Czwarty raz był zabroniony, ponieważ kamień leciał już do sąsiedniej, a na co komu awantura? Zyłem jak Pan, Dziedzic i Hrabia! serio. Mieszkałem w starym zabytkowym dworku. Na górze były mieszkania, a na dole... szkoła.. idealnie! schodami na dół i jestem na lekcjach.. Pięknie. Mieszkałem w pałacu, a warunki miałem takie, że obecnie gdyby jakaś kontrol do chałupy wpadła, to z marszu dzieci zabierają. Bierząca woda była tylko na korytarzu. Żeby coś ugotować, to mama musiała rozpalić w kuchni.. Część z was nawet nie wie o co kaman w tym temacie.. Fajerki na oczy nie widzieliście, a dla mnie to była codzienność. To wszystko nic. Najgorzej było z toaletą, która stała w oddzielnym murowanym bydynku 30 metrów dalej.. Nie było tam pięknego ceramicznego kibelka z deską wolnoopadającą. Była tam tylko dziura... Takiego mieszkania nawet Katarzyna Dowbor z ekipą nie podjęła by się remontować.


sobota, 11 lutego 2017

Nie chcę brać tego świństwa - czyli słów kilka o....

Kiedyś było inaczej.. Człowiek jedynie czym się przejmował, to tym żeby coś upolować do jedzenia i samemu nie zostać przy tym zjedzonym.. Polował na wszystko i żył przy tym w zgodzie z naturą. Nie zabijał niepotrzebnie i nic się nie marnowało. Później przyszła cywilizacja i sielanka poszła w dupu.. zaczęły się ograniczenia, kary, przepisy i moje ulubione - podatki. Z cywilizacją przyszło coś jeszcze. Coś co rozwija się w zaskakującym tępie do dzisiaj i przestać nie ma zamiaru, mianowicie - nauka..



Rozwijamy się w każdej dziedzinie życia (no może poza polityką). Prace kiedyś wykonywane przez zwierzęta obecnie przejęły maszyny i roboty. Dzięki nauce, możemy ratować ludzi np poprzez przeszczepy organów. Samochody projektowane są z dbałością o każdy najmniejszy detal. Jednak z nauką nie jest łatwo. Cały ten postęp naukowy czasami zostaje wykorzystywany przeciwko nam. Manipulują nami na każdym kroku, a my jeszcze jesteśmy z tego zadowoleni. Przykład? Domowi naciągacze... Jak to działa? ma ktoś do sprzedania komplet noży za 30 zł, ale wciska nam pełny powagi, że specjalnie dla nas ma promocję i zapłacimy 250 zł. My jeszcze po drodze zbijemy cenę na 220 i jesteśmy szczęśliwi z zakupu badziewia za majątek. Kolejną mistrzynią manipulacji jest telewizja. Reklamy lecą non stop, a przy każdej pracują specjaliści od spraw marketingu i sprzedaży.. Im zależy na tym by sprzedać i tylko na tym. To, że w reklamach padają słowa typu :najlepszy, zdrowy, najtańszy, świetny, jedyny taki, to wszystko jest zabieg celowy.. pokażą Ci takiego przykładowo "małego głoda" i już masz gotową bombę cukrową dla swojego dziecka.. Jednak to nie spożywka jest najczęściej reklamowana, tylko coś co mnie osobiście delikatnie mówiąc wkurwia..

Dzień z suplementami


Gdybym miał żyć wedle tego co pokazują reklamy, to mój dzień by wyglądał pewnie tak: wstaję rano i biorę suplement na rozbudzenie, zamiast kawy mam suplement z najwyższą dawką kofeiny. Zębów myć nie muszę, bo przecież są suplementy na odbudowę płytki nazębnej, oraz poprawiających kolor i trwałość szkliwa. Okulary wyrzucam do kosza, bo mam przecież suplement poprawiający wzrok. Nigdy o niczym nie zapomnę jak wychodzę z domu, bo mam suplementy odpowiednio na pamięć, koncentrację i trzeciego zapomniałem...:P wychodzę z domu. Jeszcze na klatce biorę kolejne dwa suplementy na odporność i mogę ruszać do pracy. W aucie biorę na szybko suplement na koordynację ruchową. W pracy od razu łykam garść suplementów. Na stres, na brzydki oddech z paszczy, bo przecież zębów nie umyłem:P, na zmęczenie, na lepszą wydajność, na zwiększenie energii, na siłę Koriolisa i na przyciąganie ziemskie. Po pracy koniecznie biorę suplement szczęścia i radości. O zakupy do domu się nie martwię, bo wszystko mamy w suplementach. Po suplementowym obiedzie, mogę śmiało ruszyć na siłownię lub basen. Bosko! jeszcze tylko kilka suplementów na masę, rzeźbę, wydolność, ATP, FBI i HGW. Wieczorem siadamy do kolacji, która o dziwo jest normalna. Chleb, wędlina, jajo, kawior i przegrzebki:P Po wszystkim oczywiście suplement na trawienie. No nic, trzeba nakarmić dziecko. Oczywiście suplementem, bo żona nie brała suplementów zwiększających ilość pokarmu. Myć się w sumie nie muszę, bo prałem suplementy przeciw poceniu się, przeciw bakteriom, wirusom, rota wirusom, pneumokokom czy chorobie wściekłych krów... No ale przegląd ciała robić trzeba. Najpierw suplement na wypadające włosy. Następnie na ładne paznokcie i na koniec zamiast maseczki biorę suplement przeciw starzeniu się. Życie seksualne istnieje tylko po wzięciu tabletki.. Ostatnim suplementem jaki biorę jest ten, żeby z tego wszystkiego się nie zesrać.. 

Tak! jestem suplementowym hejterem. Śmiało linczujcie. Nie uznaję całego tego syfu. Wciskają nam sztuczne zamienniki wszystkiego, zamiast postawić na edukację. Obawiam się, że nawet nikt do końca tego całego suplementowego procederu nie kontroluje. Nie uważam, że wszystkie bez wyjątku są złe. Dopuszczam stosowanie w przypadku, kiedy takie jest zalecenie lekarza albo nie można dostać naturalnego składnika, którego brakuje w organizmie.

Zdecydowana większość suplementów, to nic innego jak witaminy, czy minerały. Wrócę tu do ładnych paznokci. W pewnym momencie zauważamy, że robią się one mniej ładne i zaczynają pękać. Co wtedy robimy? Idziemy do apteki, zielarki, znachorki, szamanki albo wojownika Jedi i dostajemy jakiś suplemencik na paznokcie. Jednak czy jest to jedyny sposób na ich poprawę? Hola! mamy 21 wiek.. wszystko jest w Google. Można bez problemu znaleźć w necie co wpływa na kształt i twardość paznokci, oraz jakie naturalne produkty mogą nam tego dostarczyć. Brakuje nam żelaza? to można kupić sok z buraka, albo szczerzej wprowadzić je do naszej diety. Takich przykładów jest mnóstwo. 

Najlepszą reklamą jaką ostatnio słyszałem, był suplement o nazwie acerolcośtam... w każdym bądź razie jest po części robiony z naturalnej aceroli i ma za zadanie zwyczajnie zwiększyć poziom witaminy c w organizmie. Gdzie tu sens i logika? Mamy kupować sztuczną acerolę i sztucznie podawać, płacąc za to czort wie ile, kiedy możemy pójść do sklepu zielarskiego, a czasem do zwykłego zieleniaka i kupić prawdziwy sok z aceroli? nosz krew mnie zalewa.. Niedługo dojdzie do tego, że zrobią tabletkę zawierającą naturalne piwo. Wyobraźcie sobie swojego faceta, który ogląda finał mistrzostw świata w piłkę i zamiast pić piwo, to wżera tabletki... kurwa.. ;P 

Suplementy to nie leki


Zdarza się, że te dwa pojęcia są mylone. Suplementy nie mają tak rygorystycznych norm. Nie są także dokładnie badane przed wpuszczeniem na rynek. Zbyt łatwo dajemy się mamić. Wystarczy, że powiedzą o suplemencie, że jest zrobiony z wątroby rekina, to już hura i lecimy do apteki. Gdyby zrobić suplement z wątroby świni, to też byśmy kupili, gdyby ktoś powiedział, że podnosi odporność? OO albo wyciąg z porostu islandzkiego.. fajnie. lećmy i kupujmy, zupełnie nie znając właściwości tej rośliny. Tak samo nie mamy pewności, że nie jest to zrobione z glonów z jezior mazurskich. Skoro jednak mówią, że z porostu islandzkiego to tak jest. Gdyby ktoś wprowadził wyciąg z jajec knura, i powiedziałby, że będziesz żyć o 5 lat dłużej przez to, to raczej tego nie kupisz, ale jak słyszysz jakąś nazwę po raz pierwszy, to zaczynasz się zastanawiać.. 

Nie muszę, to nie biorę. Co nie oznacza, że postępuje właściwie. Każdy ma prawo się pomylić. Ja jednak wolę dobrze i dużo zjeść niż nadrabiać to prochami..

środa, 8 lutego 2017

Ten 1 błąd może drogo kosztować każdego rodzica


Twoje dziecko tak szybko rośnie. Staje się coraz bardziej ciekawe świata. Jego horyzont sięga już dużo dalej niż szczebelki łóżeczka. Zaczyna otwierać szafki i wyciągać z nich wszystko co się da. Czasami przyszczypnie sobie paluchy, ale wcale nie zniechęca to, od podejmowania kolejnych prób poznania domu. Twoje dziecko po krótkim czasie wie lepiej co masz w szafkach niż Ty. To tylko Tobie się wydaje, że jesto Ono jeszcze za małe, żeby cokolwiek rozumieć. Nie będę pisał o tym, jak zablokować szafkę przed otwarciem, bo dziecko to taki mały Mcgyver i poradzi sobie ze wszystkim. To tylko kwestia czasu. Napiszę dzisiaj o czymś ważniejszym. Czego nie należy robić i o czym warto pamiętać mając małe dzieci. 

sobota, 4 lutego 2017

5 powodów, przez które nie jestem idealnym ojcem


Tatuś idealny... słyszałem kiedyś legendę, że istnieje naprawdę.. Wiem wiem.. Piszecie często na swoich blogach o tym, jacy to Wasi mężowie nie są wspaniali i jak to strzelają z kapelusza pomysłami na zabawę z dziećmi. Jednak czy to czyni Ich idealnymi? A może tak, a może nie. Czy na tatusia idealnego jest jakaś norma? może PN-EN 1236129370821? trzeba to zweryfikować..  Czy może jednak po "dobrej zmianie" wyszło jakieś rozporządzenie, albo ustawa? Patrząc na pracę tego Sejmu, kto wie.. Politykę jednak zgniatamy i wyrzucamy daleko za mur z Meksykiem.. 

Tata idealny. Czy ja nim jestem? W sumie mógłbym Wam napisać, że tak. Mógłbym kreować się na supertatę i w żaden sposób nie byli byście w stanie mi udowodnić, że to nie prawda.. Jednak tego nie zrobiłem do tego dnia i nie zrobię nigdy, no bo na cholerę?? Robić z siebie błazna przed moją rodziną? przecież dziecko kiedyś tego bloga odkryje, jak ten blog jeszcze będzie. Mało tego, ja sam Jej go pokażę, żeby zobaczyła, jaki tatko ma sprany beret. Nie jestem idealnym tatą. Napiszę wręcz, że czasami kiepsko sobie z tym całym rodzicielstwem radzę. Potencjał co prawda drzemie i nie pokazałem jeszcze wszystkiego w tej dziedzinie, ale jest mnóstwo czynności, które mógłbym i powinienem wykonywać lepiej. Samokrytyka poziom hard, ale słuszna jak wyprawa Napoleona na Rosję w 1812 roku.. Tak na marginesie ciekawostka z datami:P 1812 - Napoleon przejebał z ruskimi, 1912 - Titanic poszedł na dno, 2012 - Koniec świata według Majów do których jakby nie patrzeć się zaliczam:P, 2112 - Ja zostanę prezydentem Stanów Zjednoczonych w wieku 64 lat..
O czym to ja mówiłem?, a już wiem.. Ojciec ze mnie jak z koziej dupy trąbka. Uwaga uwaga! będę teraz walił argumentami!

środa, 1 lutego 2017

Jedno słowo, które każdego może doprowadzić do frustracji

Masz chęć zajebać szefa, brata, Ojca, ciotkę, kochankę, czy pieska? A może chciałbyś ich wszystkich zebrać razem do kupy po to, by założyć groźną maskę z serii filmów "piła" i puścić tym osobom nagrane słowa "do you want to play the game? Co może doprowadzić do takiego stanu, że stajesz się tykającą bombą i tylko sekundy dzielą Cię od detonacji ładunku? Każdy z nas kiedyś w końcu wybuchnie, tylko zależy jakiej długości ma lont.. Jednak bardzo często nie trzeba do tego wiele. Przeważnie wystarczy jedno słowo..

niedziela, 29 stycznia 2017

Sąsiad z góry nie daje żyć.

Witajcie duże zuchy! Jak byłem mały chciałem mieć duży dom, w którym będę miał własny pokój. Po paru latach rodzice postawili duży dom i swój pokój miałem. Później zacząłem dorastać i ambicje były coraz większe. Chciałem mieć Willę z basenem, nowe Lambo na podjeździe i śmigłowiec za domem. Po paru latach dalej mieszkałem z rodzicami w domu. Minęło znowu parę lat i poznałem swoją ukochaną, jedyną, wspaniałą żonę. Ona też mieszkała w domu z rodzicami. Czas mijał i zaczęliśmy myśleć wspólnie o tym jak będzie wyglądał nasz własny dom. Koniecznie parterowy z poddaszem. Z dużym podwórkiem, gdzie będą biegały nasze zwierzaki. Okolica malownicza z wieloma ciekawymi miejscami do spacerów. Swój własny dom, gdzie nie musimy się przejmować innymi, tylko po prostu żyć po swojemu. W domu dwójka naszych dzieci i każde ma własny pokój. Logiczne zatem, że skończyło się na tym, że w ubiegłym roku kupiliśmy mieszkanie:P

Wszystko zapowiadało się pięknie. Nowy blok (jedyny nowy od iluś tam lat w naszym miasteczku). Nie zastanawialiśmy się długo. Szybka decyzja i szukaliśmy banku, który da nam kredyt. Po paru tygodniach starań udało się. Żona była w ciąży, a ja każdą wolną chwilę spędzałem na wykończeniu chałupy. Jakież było pozytywne zaskoczenie, jak zobaczyłem kilku znajomych, którzy również kupili w tym samym bloku. Byliśmy pewni, że będzie się tu żyło spokojnie i przyjemnie. Szybko się zorientowaliśmy, że w bloku jest sporo małych dzieci. Rewelacja! Nasze dziecko będzie miało się z kim bawić. 


piątek, 27 stycznia 2017

Tej książki nie dawaj swojemu dziecku!

Ludzie to durnie! No jak tak można? No jak? Przecież to są małe dzieci. Jak my rodzice mamy im to wytłumaczyć? Niby cyferka sugerująca odpowiedni wiek się zgadza, ale co z tego? Osoba, która to zrobiła, musi wiedzieć o dzieciach tyle co ja o księżycach Saturna, czyli coś tam słyszałem w telewizji. Skrzyknęło się pewnie dwóch kolegów przy piwku i padło hasło "zrobiy to" nie może się nie udać. Będzie kolorowa, grająca i ładna. Tępi rodzice będą się o nią zabijać, żeby tylko Ich dziecko miało coś takiego.

środa, 25 stycznia 2017

Mistrz I Zielonooka Nadzieja - recenzja książki



Blogi, blogi, blogi.. tyle ich jest, że palców mi braknie żeby policzyć. Lubię je w wolnych chwilach pooglądać, a nawet poczytać:P Ostatnio tych wolnych chwil nie mam za dużo. Jedyne opcje to 15 minutowa przerwa w pracy, ale ta przecież szybko się kończy - po około 40 minutach:D, no i jak mój mały zuch pójdzie spać. Na blogach można znaleźć wszystko. Od instrukcji zrobienia balejażu pod pachami, po współpracę małolat z Zaful (a co to kuźwa ten zaful)? kończąc na tym, co nowego przyszło w paczce z aliexpress.. a co ma przyjść? to co się zamówiło..

Tak sobie szperałem w krainie internetu i nagle trafiłem na recenzję książki na jakimś blogu. Zazwyczaj trafiałem na recenzje jakiś romansideł, czy innych powieści do poduchy, ale nie tym razem. w tej recenzji było coś magiczngo, co sprawiło, że od razu chciałem ją przeczytać w całości. I nie dlatego, że miała fajną okładkę. Nie dlatego, że słyszałem o niej cokolwiek, tylko dlatego, że jest o czymś, czym bardzo się interesowałem w przeszłości. No i tak minęło kilka dni, a tu - przyszła do mnie ta sama książka..:) a konkretnie "Mistrz i Zielonooka Nadzieja"